poniedziałek, 15 października 2012

Knitting and stitching show. Londyn



W sobotę (13.10) rano pełne zapału i zaopatrzone w milion kartek jak gdzie dojechać udałyśmy się na lotnisko w Modlinie.
Nasz  kierunek  to Londyn „Knitting and stitching show”.  Niestety z powodu złych warunków atmosferycznych nie udało się nam odlecieć o planowanym czasie.  I tak koczowałyśmy 3 godziny czekając z utęsknieniem na każdą informację co dalej. Wreszcie linia lotnicza postanowiła zezwolić samolotom na loty. Wściekłe zmęczone i z całkowicie zrujnowanym planem rozpoczęłyśmy naszą podróż do Londynu na Targi. Wylądowałyśmy o takiej godzinie, że odwiedziny na Targach nie wchodziło już w rachubę więc nie pozostało nam nic innego jak obrać  kierunek hostel. Tu czekało nas miłe zaskoczenie. Czysto, kolorowo i spokojnie.





Po zasłużonej kawie i herbacie powlokłyśmy się coś zjeść i tu kolejna niespodzianka



Kelnerka Polka, żarełko dobre.

W niedzielę bladym świtem o 7.30 po szybkim prysznicu na śniadaniew hostelu i znowu miło. Czysto, fajnie urządzone i dobre śniadanko.  Z pełnymi brzuszkami ruszyłyśmy na Targi. Miejsce w którym się odbywają urokliwe (Alexandra Palace, Londyn). 


Grzecznie postałyśmy w kolejce do wejścia,


następnie w kolejce po bilety  i już mogłyśmy zwiedzać.

Dużo wełny w formie sprzędzionej i ubrań dzierganych. 























Oraz innych dzierganych cosiów.





 
Druty dla olbrzyma.



Malutki warsztat tkacki i pani prząśniczka.





Sporo było tkanin, patchworków i trochę ubrań 










guziki



Oraz inne dłubactwa















Jeśli chodzi o filc i wełnę do niego to nie było tego dużo ale za to ciekawie.  Wełna farbowana, głównie ręcznie,  prefilc, wełna naturalna.















Kulki, sznurki i kawałki gotowego  filcu






Trochę szali i ubrań






kosmita



W różnych pomieszczeniach organizowano warsztaty.








Po paru godzinach pożegnałyśmy się z Targami pełne wrażeń.





Dużo ciekawych rzeczy i głowy pełne nowych pomysłów. Zdecydowanie ceny nie na polską kieszeń. Do dziś mamy lekki zawrót głowy.

W drodze powrotnej na lotnisku mój telefon (Marta) poszedł się gdzieś paść i pasie się do dzisiaj. Na szczęście duplikat karty sim to sprawa do załatwienia od ręki.

2 komentarze:

  1. Ale ciekawa wycieczka:-O)))
    Dzięki, że choć zdjęciowo mogłam z Wami pozwiedzać.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń